Moja przyjaciółka jest psychologiem. Od pięciu lat z powodzeniem prowadzi swój gabinet. Uratowała nie jeden związek i uleczyła wiele strapionych dusz. I gdyby nie była tak oddana swojej pracy, pacjentom i rozwojowi osobistemu dziś miałaby szansę zostać najbardziej poczytną blogerką terapeutyczną w Polsce!

Psychologia to nauka, która niezmiennie mnie intryguje. Przyjaciółka stale podrzuca mi ciekawe publikacje związane szczególnie z potęgą naszych umysłów, podświadomością, a także charakterystyką różnych typów osobowości – wiedza z tej dziedziny, pozwala lepiej zrozumieć drugiego Człowieka, motywuje i sprawia, że na wiele codziennych spraw możemy spojrzeć z zupełnie innej perspektywy.

Kiedy któregoś dnia, zapytałam „swoją” osobistą psycholożkę z jakimi problemami najczęściej przychodzą do niej pacjenci, okazało się, że najliczniejszą i zarazem najtrudniejszą grupę stanowią osoby, które „nie wiedzą co im właściwie dolega”. W trakcie terapii, okazuje się że te osoby mają fantastycznych partnerów, tworzą często zgodne rodziny, dbają o siebie, podróżują, uprawiają sport…mówiąc krótko: nic nie stoi na przeszkodzie do bycia szczęśliwym! Jednak nieustannie czegoś im brak i wciąż odczuwają pewien dyskomfort psychiczny. Choć ból nie jest duży to dokucza i nie pozwala w pełni o sobie zapomnieć. Diagnoza bywa zaskakująco prosta: Wszyscy Ci Ludzie są tak bardzo zaprogramowani na kolekcjonowanie ekstremalnie niepowtarzalnych momentów, że nie potrafią dostrzec codziennych powodów do radości. Okazuje się, że można mieć wszystko, a kiedy nie ma odrobiny prostej uciechy, to trochę tak jakby nas samych nie było…Moja przyjaciółka żartuje, że w takich terapiach powinnam uczestniczyć jako jej wsparcie, bo jeśli nie udałoby mi się zarazić pacjentów śmiechem, to z pewnością znajdę tysiące powodów dla których warto jest czerpać z życia garściami i przestać narzekać! Prawdą jest, że należę do osób dla których szklanka z wodą jest zawsze do połowy pełna. I chociaż kiedyś pogoda ducha była moim naturalnym stanem umysłu, który rano wybudzał mnie ze snu, a wieczorem do niego układał…to z biegiem lat i doświadczeń musiałam nauczyć się na nowo optymizmu, bez którego życie staje się nie do zniesienia… Co więcej, jestem przekonana, że wszystko co spotkało mnie dobrego, wynikało właśnie z entuzjazmu, który mi towarzyszy na co dzień. Postanowiłam podzielić się z Wami 4 zasadami, które mi samej zapewniają codzienne poczucie szczęśliwego życia:

CHCIEĆ MNIEJ!

Przypomnę Wam pewne ciepłe wspomnienie, które niejednokrotnie już przywoływałam ale zawsze trafia w sedno:

Jesteśmy z Piotrem w Warszawie, jestem w siódmym miesiącu ciąży,  Piotr kończy studia…jest jesień i kropi deszcz, wstępujemy do restauracji, której nazwy nie pamiętam, wiem jedynie, że mieściła się blisko SGH, ikoną miejsca jest kogut a wystrój pamięta jeszcze czasy wczesnego PRL-u. W kominku tli się ogień a w tle słychać jedynie tłuczenie kotletów, które przed chwilą zamówiliśmy. Oprócz nas i obsługi, nikogo nie ma w środku..rozmawiamy więc sobie swobodnie o planach, o nas, o najbliższej przyszłości…żartujemy.

Ta scena sprzed sześciu lat to jedno z moich najcieplejszych wspomnień, które noszę w pamięci i przywołuję za każdym razem gdy się zapomnę w codziennym pędzie… Okazuje się, że wcale nie musisz zapłacić 300 zł za sushi w ekskluzywnym miejscu, podpływające na łódce wprost od szefa kuchni czy zbierać cały rok na dwa tygodnie wakacji w popularnym kurorcie aby taką sytuację zapamiętać na całe życie. Często uginamy się pod ciężarem odczucia, że pieniądze ułatwią nam życie, że dzięki nim uda nam się stworzyć wyjątkowy nastrój, osiągnąć spokój, kupić szczęście. Ten mit zaślepia nas tak bardzo, że nie doceniamy codzienności, drobnych sukcesów i małych przyjemności. A to właśnie one wpływają najbardziej na jakość naszego życia…

JESTEM NA „TAK!”

Czy znacie ten dowcip?

Skoczyli w przepaść optymista i pesymista…

– Spadam! – Mróczy pesymista.

– Lecę!!!! – Krzyczy optymista

Dla mnie każdy dzień jest szansą a życie jedną wielką przygodą. Z czego to wynika? Otóż kiedyś postanowiłam sobie, że skończę z nieustannym robieniem sobie wymówek: „dzisiaj nie mogę…”, „raczej nie…”, „to nie jest dobry moment…”, „jestem za gruba”, „jestem za brzydka..”. W ten sposób można finalnie wytłumaczyć całe nieudane życie. Tymczasem, każdego dnia czeka na nas morze możliwości, których nie wykorzystujemy. Ba! Najczęściej nawet działając schematycznie ich nie dostrzegamy. Czy wiecie gdzie znajduje się najwięcej przełomowych realizacji, scenariuszy filmowych, fenomenalnych projektów, genialnych powieści oraz wynalazków? Najbardziej zasobne miejsce tego świata to…cmentarz. Spoczywają tam Ludzie, którzy nigdy nie wykorzystali swojego potencjału…Henry Ford powiedział kiedyś bardzo mądre zdanie: „Niezależnie od tego, czy przewidujesz sukces czy porażkę, masz rację”. Jedyną rzeczą jaka Cie ogranicza jest brak wiary w siebie samego. Nie ma w tym nic odkrywczego, że Ludzie, którzy mówią: „Nie umiem i nie mogę”, naprawdę nie mogą, zaś Ci którzy mówią: „Mogę i potrafię” – rzeczywiście mogą!

PRAWDA JEST „TU I TERAZ”!

Internet – wspaniała sprawa. Szczególnie do czytania bloga LadyoftheHouse, czerpania inspiracji i pomysłów na dobre życie. Kropka. My jednak siedzimy godzinami filtrując profile społecznościowe i nic nie wnoszące do naszego życia portale plotkarskie, budujące zasięgi głównie poprzez tanią sensację. Jest też i Facebook – nasza codzienna i urozmaicona gazeta, w dodatku spersonalizowana właśnie pod nas. Nie bez przyczyny moja tablica to zbiór inspiracji, oryginalnych wnętrz i przepisów kulinarnych, a w przypadku mojego nastoletniego siostrzeńca są to same fotografie top modelek…

Jestem szczęściarą – należę do pokolenia 86′ jednego z ostatnich pamiętających życie przed erą internetu. Kiedy przyjaciele ze szkoły odwiedzali mnie w domu, bez wcześniejszego ustalenia daty i godziny. A gdy dzwonił domowy telefon z ciekawością biegłam odebrać, żeby dowiedzieć się kto tam? O sympatii  i popularności, świadczyła ilość zgromadzonych koleżanek przy trzepaku. Gdy zaś było mi zle, zamiast 100 „lajków” pod smutnym, depresyjnym postem na tablicy facebooka – dzwonił dzwonek do drzwi, a na wycieraczce czekała mleczna czekolada…

Pewnie wyda Wam się zaskakujące to, co teraz napiszę ze względu na zawód jaki uprawiam – zarabiam właśnie głównie poprzez pracę online. A jednak na moich profilach społecznościowych na próżno szukać zdjęć z kolacji tylko we dwoje, relacji z weekendu rodzinnego albo spaceru po lesie… W tym czasie właśnie doceniam bogactwo każdej minuty. Czuję zapach wiosny, smak jedzenia albo zachwycam się zachodem słońca…Prawdziwe życie toczy się w realu, a ja z tych wszystkich pięknych chwil buduję szczęśliwe życie w swoim sercu… a nie na profilach społecznościowych.

BŁYSK W OCZACH!

W psychologii jest takie określenie jak BŁYSK – czyli moment w którym człowiek doznaje nagłego olśnienia, metamorfozy myślowej . Najczęściej uświadamia sobie w ten sposób oczywisty fakt, którego wcześniej nie dostrzegał. Konsekwencją błysku może stać się totalna zmiana stylu życia, ukierunkowanie ścieżki zawodowej, wyznaczenie życiowych celów…Osobiście doznałam kilku przebłysków w swoim życiu. Jednym z największych było zrozumienie, że w życiu tak naprawdę: „wszystko zaczyna się od marzeń” i trzeba uczynić absolutnie wszystko aby móc robić to co się kocha, zgodnego z nami, naszą osobowością, temperamentem i w zgodzie z naszymi talentami.

Ułatwię Ci…Kiedyś wybrałam się na randkę a zamiast Męża zabrałam ze sobą notatnik i długopis. Tego dnia usiadłam w ulubionej kawiarni, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam się zastanawiać: Czego naprawdę pragnę? Jak powinno wyglądać moje życie? Co bym zmieniła? I jak tego dokonam? Zaplanowałam w ten sposób tak krok po kroku, miesiąc po miesiącu, tydzień po tygodniu…Od tamtego dnia, pozwalam sobie na takie randki z samą sobą co jakiś czas. Dzięki wyznaczaniu celów mam poczucie, że wszystko co robię ma sens i prowadzi do celu właściwą drogą…

„Człowiek zaznaje w życiu tyle szczęście ile jest sobie w stanie wyobrazić”

                               Abraham Lincoln

 

 

 

 

 

*fot.Piotr Ratuszyński