W Jej oczach rozpoznaję doskonale znany błysk, charakterystyczny dla Ludzi, w życiu podążająch właściwą sobie drogą. Opowiada o „swoich” dzieciach, energii którą za sobą niosą i ogromnym potencjale jaki w nich drzemie. Wyczuwając mój dystans i obawy związane z systemem edukacji, z uporem i szczerą wiarą chroni szkolnictwa. Poznajcie Panią Jolantę Okuniewską jedną z 50 najlepszych nauczycieli z całego świata, finalistkę Global Teacher Prize, czynną członkinię projektu edukacyjnego „Mistrzowie Kodowania”, stworzonego i wspieranego przez Samsung, nauczycielkę z pasją i z powołaniem.

Pani Jolu czy wie Pani dlaczego to z Panią właśnie chciałam rozmawiać? Wyróżnienie, które Pani otrzymała było jedynie pretekstem.. Do mnie najbardziej przemówił fakt, że Pani najzwyczajniej w życiu LUBI DZIECI a Dzieci uwielbiają Panią! W dzisiejszych czasach nie wystarczy być nauczycielem aby cieszyć się autorytetem wśród dzieci i rodziców. W obliczu rewolucji technologicznej nauczyciel stracił wyłączność na wiedzę. Dziś tę wiedzę posiada uczeń w telefonie komórkowym…Jakiego nauczyciela potrzebują współczesne dzieci?

Dzieci zawsze potrzebowały i potrzebują nauczyciela, który będzie je rozumiał i odda im serce. Potrzebują mieć pewność, że są ważne i traktowane z szacunkiem. Ma Pani rację, że wiedza jest teraz na wyciągnięcie ręki. Uczniowie mogą ją znaleźć z smartfonach, tabletach i internecie. Łatwo się zgubić w tym informacyjnym szumie i dlatego dzieci potrzebują też nauczyciela-przewodnika. Ale najważniejszą cechą nauczyciela powinna być otwartość na drugiego człowieka i pasja, którą dzieci zarazi. Uśmiech, którym wita dzieci już od progu klasy to najlepszy początek szkolnego dnia.

Za nami rozpoczęcie roku szkolnego (ogromne przeżycie zarówno dla dzieci jak i rodziców). Jak powinnismy przygotować się na te pierwsze trudne tygodnie?

Należy się dobrze nastawić. Nauczyciele czekają na uczniów z otwartymi ramionami, są w szkole by im pomagać i służyć wsparciem. Jeśli pomyślimy o nich jak o ludziach, którzy też ogromnie przeżywają te pierwsze szkolne dni, to powinno nam być łatwiej. Nastawmy się na współpracę i wzajemną otwartość. Dzieci powinny mieć przygotowane szkolne kąciki w domu, miejsce, gdzie będą odrabiać lekcje, powinny same wybrać szkolne przybory. Wtedy swoje szkolne obowiązki będą traktować jako przyjemność. To nowy etap w życiu dziecka i całej rodziny. Zawsze o tym pamiętam, bo przypominają mi się pierwsze szkolne dni moich córek. Podobnie przeżywałam swoje niepokoje, ale starałam się, by nie przenosić ich na swoje dzieci.

Sercem jestem szczególnie przy pierwszoklasistach. Po swobodzie przedszkolnej, czeka je znacząca zmiana. Nagle znajdą się w dużym gmachu, wśród nieznanych sobie osób…Będą musiały odnaleźć się także w szkolnej ławce i wysiedziec w niej 45 minut w zupełnym bezruchu. Jacy są uczniowie klas I?

To najpiękniejszy okres w rozwoju małego człowieka. Pierwszoklasiści są gotowi na naukę i dobrze radzą sobie w grupie rówieśników. Najczęściej miały sposobność zasmakować życia przedszkolnego, wiedzą czego oczekuje od nich grupa i że należy stosować się do zasad. Są ciekawi wszystkiego, zadają masę pytań i na tym nauczyciel powinien opierać swoje działania. Należy też pamiętać, że najlepiej uczą się przez zabawę i pozytywne emocje sprzyjają zapamiętywaniu. Pierwszoklasista wymaga częstych zmian aktywności, pracy przeplatanej odpoczynkami. 45 minut to za długo na siedzenie w bezruchu, chociaż właśnie tyle trwa tradycyjna lekcja. Przez pierwsze tygodnie, przy sprzyjającej pogodzie, nauczyciele będą korzystać z przyszkolnych placów zabaw, rozumieją  potrzeby małych dzieci. Jeśli mamy jakąkolwiek wątpliwość powinniśmy ją zgłosić wychowawcy, nie ma nic gorszego niż niezrozumienie wzajemnych oczekiwań.

Lekcje. Oceny. Prace domowe. Obowiązki. To jak duży etat dla małego Człowieka.

Owszem, to nowe obowiązki dla dziecka i dla rodziców. Mądry nauczyciel będzie stopniował oczekiwania i pamiętał o tym, że dziecko po natłoku szkolnych wrażeń potrzebuje wypocząć. O tym też powinni pamiętać rodzice. Zdarza się, że dziecko ma tak wiele zajęć pozalekcyjnych, że nie ma kiedy odpocząć i się zwyczajnie ponudzić. Nuda sprzyja myśleniu i rozwija kreatywność, pomysłowość, uczy organizacji czasu i zabaw. Prace domowe zadawane w nadmiarze mogą spowodować zniechęcenie do szkoły. Na pewno jest wielu zwolenników zadawania prac domowych i podczas zebrań z rodzicami jedni będą domagać się ich zadawania, inni wręcz przeciwnie. Obserwujmy uważnie nasze dziecko, rozmawiajmy z nim i każde zasmucające nas symptomy zgłaszajmy nauczycielowi. Współpraca w tym zakresie jest niezwykle ważna.

Pani Jolu ostatnio czytałam o badaniach przeprowadzonych przez prof. Beatę Dyrdę, w których dowiedziono ze znaczna część dzieci zdolnych przechodzi przez system szkolny nie mając nawet świadomości swoich talentów. 

Rzeczywiście mamy kłopot w szkole, by zorganizować pracę z uczniem zdolnym, takim wybitnie uzdolnionym. Większa pomoc kierowana jest do dzieci z różnymi trudnościami. Powinniśmy więcej uwagi poświęcać na odkrywanie zdolności, pozwalać na dokonywanie przeróżnych wyborów i podejmowanie prób sprawdzenia się w różnych aktywnościach. Niekiedy przypadek sprawia, że zauważamy talent dziecka, o jaki nigdy byśmy je nie posądzili. Najłatwiej dostrzec talent plastyczny, czy muzyczny. I te talenty łatwiej rozwijać kierując dziecko na dodatkowe zajęcia w szkole czy w innych miejscach. Problemem jest już indywidualizowanie pracy w licznej klasie, ale znam nauczycieli, którzy takie próby podejmują i to z sukcesami. Wymaga to ze strony nauczyciela talentu organizacyjnego, logistycznego i kreatywności. Staram się również tak organizować zajęcia, by każde dziecko miało szansę na ciekawe doświadczenia i rozwój, by miało szansę znaleźć coś, co je zaintryguje i rozwinie pasję. Ostatnio oglądałam przepiękny film pt. “ Obdarowani”, który porusza ten ważny problem. Jak postępować z dzieckiem wyjątkowo utalentowanym w jednej dziedzinie? Jeszcze o tym rozmyślam.

Twierdzenie, które Pani przytoczyła zasiało we mnie spory niepokój. Muszę odnaleźć te badania i poczytać u źródła.

Czy nie jest tak trochę że szkoła jako system (stworzona nie że względu  na potrzeby dzieci ale że względu na potrzeby społeczeństwa) lubi dzieci posłuszne. I równym problemem jest dla niej zarówno dziecko wybitnie zdolne jak i sprawiajace trudności wychowawcze? A przecież wiemy jak ważna jest we współczesnym świecie indywidualność, kreatywność, twórcze myślenie, ponadprzeciętność. Świat należy do indywidualistów, a takich przypadków system raczej nie przewiduje…

Szkoła masowa, publiczna to szkoła spełniająca określone zadania wskazane przez rząd. Jako pracownicy szkoły jesteśmy zobowiązani te zadania wypełniać.  Ale najważniejszy jest nauczyciel, osoba najbliższa dziecku. Nigdzie nie jest zapisane, że mamy uczyć posłuszne dzieci, co to w ogóle znaczy? Wskazuje się na wychowanie do wartości, rozwijanie czytelnictwa, naukę programowania, wspiera czytelnictwo itp. Wydaje mi się, że głównym problemem szkoły jest metodyka pracy z uczniami, przestarzałe metody, które nacisk kładą na transmisję wiedzy. Zmienia się świat, zmieniają się nasi uczniowie, bo w tym nowym świecie funkcjonują i mamy ich do tego świata przygotować. Tymczasem szkoła się nie zmienia. Ławki nadal stoją w rzędach, nauczyciel siedzi za biurkiem, motywację wyzwala się ocenami. Zmiana wymaga pracy i czasu, ale jest warta poświęcenia. Nasi uczniowie będą kreować świat dla nas również. Chcemy przecież dobrego świata.

Indywidualista to wyzwanie dla nauczyciela, to też szansa na rozwój dla obu stron. Wymaga odmiennego podejścia, poszukiwania rozwiązań, by do takiego ucznia dotrzeć. Potrzebna jest współpraca z psychologiem, pedagogiem i rodzicami. Bo indywidualista też musi nauczyć się żyć z innymi, współpracować w grupie. A grupa musi nauczyć się akceptować indywidualistów i starać się ich zrozumieć. Ogromna rola nauczycieli i wychowawców, by te dwa światy do siebie zbliżyć.

Zgadzam się, że we współczesnym świecie ważna jest kreatywność. Nie zawsze jest miejsce na jej rozwijanie na regularnych zajęciach w szkole. A warto podkreślić, że np. z USA są zajęcia poświęcone kreatywności, podczas których dzieci budują, konstruują, wymyślają, badają i tworzą. I wcale nie mają do dyspozycji drogich zabawek, czy sprzętów. Często wykorzystują pudła, kartony, sznurki, druciki, tkaniny, rurki itp. Wszystko to, co jest już zbędne na takich zajęciach znajduje ważne miejsce. W minionym roku szkolnym realizowałam podobny projekt z uczniami w międzynarodowym zespole. Nazywał się Art from the bin. Kreatywność moich uczniów mnie zachwycała.

Małe dzieci tak mają. Potrafią bawić się patykiem i widzieć w nim wszystko co podsuwa im wyobraźnia. Powinniśmy zadać sobie pytanie – kiedy przychodzi ten moment, że przestają korzystać z wyobraźni w taki sposób? Niedługo obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kropki. Uśmiecha się Pani. Dziwna nazwa dla święta, prawda? A to święto kreatywności, talentów, odwagi. Powinniśmy je w naszych szkołach wprowadzić do kalendarza na stałe. 15 września w mojej klasie będę wspólnie z uczniami świętować, a ze mną tysiące polskich nauczycieli, dzieci i młodzieży. Na szczęście książeczka, którą napisał Peter Reynolds “The Dot” niebawem będzie dostępna po polsku. Zadbało o to wydawnictwo Mamania.

Co wywarło na Pani największe wrażenie w kontaktach z nauczycielami z całego świata. Co najbardziej Panią zainspirowało w sposobie nauczania? 

Nauczyciele z całego świata, z którymi spotkałam się w Dubaju to niezwykli ludzie. Pracy i uczniom poświęcają się bez reszty, są twórczy i nowatorscy. Przy tym niezwykle skromni. Wielu z nich pracuje w trudnych warunkach, które nam nawet trudno sobie wyobrazić. Podczas spotkania bardzo chętnie opowiadali o tym co robią, dzielili się pomysłami i założyliśmy kilka wspólnych projektów. Dla nich najważniejszy jest uczeń, a rola nauczyciela polega na wspieraniu i organizowaniu środowiska uczenia się, stymulowaniu ich do zadawania pytań, badania, popełniania błędów. Służymy też sobie pomocą. Teraz właśnie zbieraliśmy pieniądze i organizowaliśmy inną pomoc dla finalistki z Sierra Leone. W miejscowości, w której mieszka jest pora deszczowa i zeszła potężna lawina błotna. Uczniowie stracili dachy nad głową, wielu z nich straciło też rodziców i środki do życia. Poprosiła nas o jakąkolwiek pomoc i prawie wszyscy się do tej pomocy włączyli.

Wróćmy jeszcze na chwilę na rodzime podwórko. Jak według Pani powinny wyglądać relacje nauczyciel-dziecko-rodzic?

Potrzeba tutaj otwartości z każdej strony, zaufania i szczerości. Dobre relacje są niezwykle ważne, ponieważ budują dobry klimat. Rodzic powinien pamiętać, że nauczycielowi zależy na dziecku tak samo jak jemu. Każdą wątpliwość wyjaśniajmy zanim urośnie do olbrzymich rozmiarów, najlepiej porozmawiać w szkole, umówić się na spotkanie. Nie załatwimy ważnej dla nas i delikatnej sprawy na przerwie, gdy nauczyciel ma dyżur, albo przygotowuje materiały do lekcji. Warto poświęcić czas na spokojną rozmowę niż pisać maile, czy dzwonić. Cenię sobie każdą uwagę rodzica, refleksje, czy pytanie. Też się wciąż uczę i zdarza mi się popełnić błąd. Każde dziecko jest inne, ma inną wrażliwość i niekiedy nawet nasz żart może być odebrane inaczej niż chcielibyśmy.

Czy należy pomagać Dziecku w pracach domowych? Czy pozwolić na pracę we własnym rytmie? Dać możliwość popełniania błędów?

Na pewno na początku pomóc zaplanować dzień. Przygotować plan dnia w piktogramach. Korzystać z niego, pokazywać na zegarku ile czasu pozostało na zabawę, nauczyć ponoszenia konsekwencji. Dziecko, które od pierwszych lat jest wdrażane do podejmowania domowych obowiązków będzie miało łatwiej.

Prace domowe pierwszoklasisty polegają zwykle na dokończeniu szlaczka, czy wpisaniu literek, wykonaniu ilustracji. Z pewnością dziecko sobie z tym poradzi, nie wolno dziecka wyręczać. Jeśli zauważymy, że praca domowa zabiera dziecku zbyt wiele czasu, jest jej za dużo należy porozmawiać z nauczycielem. Ale najpierw przyjrzyjmy się, czy podczas pracy dziecko jest skupione, czy nic mu nie przeszkadza i czy nie ma wokoło rozpraszaczy. Nawet włączony telewizor w pokoju, gdzie mały uczeń odrabia pracę domową może wpływać rozpraszająco i wykonanie prostego zadania będzie trwać w nieskończoność.

Szkoła marzeń wg. Pani Jolanty to….

…mała szkoła. Niewielka społeczność, gdzie łatwiej się spotkać, współpracować z dziećmi, koleżankami, kolegami i rodzicami. Szkoła z przestronnymi salami, dużym otwartym miejscem na projektowe działania i naukę międzyoddziałową. Szkoła wyposażona w multimedia i korzystająca z nowoczesnych technologii w mądry i zaplanowany sposób. To miejsce, gdzie rodzice mają wpływ na planowanie szkolnych akcji, imprez i czynnie w nich uczestniczą. Gdzie wypracowano system jednolitych działań, ale pozostawiono miejsce na autonomię nauczycieli, gdzie tętni życie pozalekcyjne, bo nikomu nie chce się wychodzić do domu….gdzie nauczyciele witają uczniów w drzwiach klasy z uśmiechem i przez podanie ręki.

Takie szkoły są, to nie jest tylko marzenie. Na szczęście.

Pani Jolu bardzo dziękuję za rozmowę. Skoro już rozmawiamy o marzeniach to życzę sobie aby takich Nauczycieli jak Pani było po prostu więcej!

 

*fot. Piotr Ratuszyński