Współczesny trzepak naszych Dzieci.

5
drewniane-place-zabaw
„Po pierwsze mieć dużo chomików, lornetkę i domek malutki. I żeby się u mnie na strychu, zalęgły choć raz krasnoludki. A ja chciałbym fruwać po niebie w minutę być na końcu świata. A w domu mieć tylko dla siebie samochód i psa oraz brata…”

Pamiętam, że najbardziej nie lubiłam „być krową”! Chyba nikt nie chciał nią być! Zabawa polegała na tym, że jedna osoba stała z uniesionymi na wysokość ramion- rękami, a pozostali trzymali ją za palce imitujące krowie wymiona, chórem pytając: „Krowo, krowo, jakie dajesz mleko? Na co krowa wymieniała: zielone, żółte, niebieskie…czerwone, a gdy powiedziała „czarne” uczestnicy zabawy zaczynali uciekać. Krowa zaś musiała ich łapać. Złapana osoba odtąd stała jak posąg w rozkroku a gdy ktoś chciał ją uratować, mógł przeczołgać się pod rozstawionymi nogami.

Lubiłam za to skakanie na gumie, grę w klasy (narysowaną patykiem na ziemi lub kredą na chodniku), trzepak, zabawę w „palanta” i dwa ognie! Wiosną i latem tworzyłam „sekreciki”, zwane też „widoczkami” – czyli kwiaty schowane pod szkiełkiem z rozbitej butelki. Raz skaleczyłam się takim szkłem dotkliwie! Krew ściekała mi kropla po kropelce przez całą klatkę schodową, zostawiając ślad na każdym schodku aż do trzeciego piętra. Mama o mało nie skonała z przerażenia! A ja nie czułam bólu i pewnie bym tak chodziłam po podwórku jeszcze długo, bo Asia z drugiej klatki powiedziała, że też tak kiedyś się jej zrobiło i że trzeba przytrzymać takim specjalnym listkiem, chyba z bzu. Nie pomogło. Wtedy dostałam pierwszą karę: „Żadnego wychodzenia i żadnej dobranocki”. Co chwilę do domu dzwonił więc domofon: „Wyjdziesz?” albo jeśli to nie ja odebrałam: „Proszę Pani a Gosia wyjdzie?”.

Miałam kolegę Rafała, tego od BMX’a co już Wam kiedyś wspominałam. Raz zorganizowaliśmy pogrzeb dla gołębia i on dziurawym trampkiem popchnął tego ptaszka w wykopany obok dół, potem zasypał piaskiem z piaskownicy a ja ułożyłam na wierzchu mlecze. Czuliśmy się trochę wszyscy winni, bo dzień wcześniej strzelaliśmy kolejno w drzewo z procy Rafała i ja też kilka razy chciałam spróbować…

Zbierałam karteczki z notesików i wierzyłam w nadprzyrodzoną moc plastikowego serduszka, pierwszego w historii gratisu, dołączonego do dezodorantu „Fa„. Inni też kolekcjonowali różne widokówki czy pocztówki ze zwierzętami. Potem się wymienialiśmy i tak za jedną okładkę z notesiku, można było wynegocjować do dziesięciu zwykłych karteczek!

Takie wspomnienia z dzieciństwa…

Dziś, dziewczyny i chłopaki z mojego osiedla sami zostali rodzicami. Większość z nich zapomniała, że dzieciństwo to przede wszystkim zabawa! Czas kryjówek i strzelanin z procy. Potrzeby ciągłego ruchu i swobody! Budowania prawdziwych, pierwszych relacji…w tym oprócz przyjazni, także sprzeczek i wspólnych negocjacji. I choć potencjalne zagrożenia zostały zmniejszone do minimum, to osiedlowe podwórka dawniej wypełnione okrzykami i odliczaniem: „Pałka, zapałka dwa kije. Kto się nie schowa ten kryje!”, dziś świecą pustkami. W najlepszym przypadku, nad głowami Dzieci sterczą nadgorliwi rodzice, którzy na przemian strofują: „uważaj!”, „poczekaj”, „nie wchodz”, „zaraz spadniesz!”. 

Wspólna, beztroska zabawa przegrywa coraz częściej ze światem interaktywnym lub z wygórowanymi ambicjami opiekunów..

woodlit

drewniane-place-zabaw

drewniane-place-zabaw-woodlit

woodlit

woodlit

oryginalny-plac-zabaw-woodlit

woodlit

woodlit

drewniane-place-zabaw

„Po pierwsze mieć dużo chomików
Lornetkę i domek malutki
I żeby się u mnie na strychu
Zalęgły choć raz krasnoludki

A ja chciałbym fruwać po niebie
w minutę być na końcu świata
A w domu mieć tylko dla siebie
Samochód i psa oraz brata…”

Ten ulubiony fragment piosenki Radiowych Nutek nucę sobie od kilku dni. A dokładniej od dwóch tygodni, kiedy widok z kuchennego okna uprzymila mi gwar Dzieci, bawiących się na wymarzonym placu zabaw w przydomowym ogrodzie. I nie wiem tylko kto marzył o nim bardziej? My czy Oni? Bo cieszymy się wspólnie: my jak Dzieci, a Chłopcy wiadomo…wraz z osiedlową gromadą własnie odnalezli swój współczesny trzepak, swoją bazę i szansę na zdarte kolana oraz równie barwne wspomnienia z dzieciństwa, jak ich rodzice…

Niech żyje podwórko!

 

plac zabaw: www.woodlit.pl

5 KOMENTARZE

  1. Ale czadowy, jeśli nie mieszkałabym w bloku, to na pewno bym plac zabaw zakupiła. Mam za to rodziców na wsi i mój tata organizuje plac zabaw DIY. Zrobił piaskownicę i domek, teraz kończy właśnie karuzelę i niedługo czas na huśtawki. Nie jest taki piękny i profesjonalny, ale jest. Wasz jest wprost cudowny!

  2. Jaki koszt jest takiego zestawu, bo rozumiem ze od tego z jakich elementów jest złożony zalezy cena? Jestem mamą 3 urwisów:) i ten plac zrobil na nas wrażenie. Monika

ZOSTAW ODPOWIEDŹ