Do naszej listy codziennych obowiązków, dopisujemy nowe zadania. Wciąż gonią nas terminy i napięte plany na przyszłość. Tak bardzo skupiamy się na tym, co jeszcze „musimy” wypracować, że zapominamy o tym co już osiągnęliśmy. Mówimy sobie: „teraz żyję na brudno, a jak tylko dokończę ten projekt wszystko się ułoży…To wtedy wrócę do Ludzi na których teraz nie mam czasu i powiem to wszystko co wiedzieć powinni…A teraz? Oby do wakacji”, „Oby do świąt”, ” Oby do jutra”… a Ty na jakie „oby” dzisiaj czekasz? 

Przypomnę Wam pewne ciepłe wspomnienie, które niejednokrotnie już przywoływałam ale zawsze trafia w sedno:

Jesteśmy z Piotrem w Warszawie, jestem w siódmym miesiącu ciąży,  Piotr kończy studia…jest jesień i kropi deszcz, wstępujemy do restauracji, której nazwy nie pamiętam, wiem jedynie, że mieściła się blisko SGH, ikoną miejsca jest kogut a wystrój pamięta jeszcze czasy wczesnego PRL-u. W kominku tli się ogień a w tle słychać jedynie tłuczenie kotletów, które przed chwilą zamówiliśmy. Oprócz nas i obsługi, nikogo nie ma w środku..rozmawiamy więc sobie swobodnie o planach, o nas, o najbliższej przyszłości…żartujemy.

Ta scena sprzed sześciu lat to jedno z moich najcieplejszych wspomnień, które noszę w pamięci i przywołuję za każdym razem gdy się zapomnę w codziennym pędzie… Okazuje się, że wcale nie musisz zapłacić 300 zł za sushi w ekskluzywnym miejscu, podpływające na łódce wprost od szefa kuchni czy zbierać cały rok na dwa tygodnie wakacji w popularnym kurorcie aby taką sytuację zapamiętać na całe życie. Często uginamy się pod ciężarem odczucia, że pieniądze ułatwią nam życie, że dzięki nim uda nam się stworzyć wyjątkowy nastrój, osiągnąć spokój, kupić szczęście. Ten mit zaślepia nas tak bardzo, że nie doceniamy codzienności, drobnych sukcesów i małych przyjemności. A to właśnie one wpływają najbardziej na jakość naszego życia…

I wiecie co sobie myślę? Że życie to ogromnie trudna sztuka wyboru…albo godzimy się na bylejakość albo też walczymy o prozę życia, która w każdej sekundzie może stać się wyjątkowa. Wiem, że zdecydowana większość z Was odbiera pracę blogera jako pasmo szczęścia. Nieliczni tylko wiedzą, że to co jest widoczne na blogu to zaledwie ułamek naszych codziennych obowiązków a za każdym obrazem, tekstem i dźwiękiem, kryje się ogrom pracy i szereg przygotowań. Pracy, która nie kończy się o godzinie 15 ale często trwa od wschodu słońca do późnych godzin nocnych. Skupienie na sprawach rodzinnych jest trudne zwłaszcza pod presją goniących terminów i w obliczu wciąż nowych wyzwań.

Gdyby nie umiejętność powiedzenia STOP! Koncentracji na chwili, która właśnie trwa! I docenieniu jej. To wszystko nie miałoby sensu! Bo po co nam te starania skoro nie potrafimy się cieszyć poszczególnymi momentami, z uśmiechu naszych najbliższych, z drobnych gestów?

Nauczyłam się sprawiać codzienne, drobne przyjemności sobie i najbliższym.  I tak np. co wieczór wypatrujemy z Borysem magiczny Księżyc (On wciąz wierzy, że ten jest na wyciągnięcie ręki) a podróż powrotną do domu, wraz z początkiem wiosny wydłużamy o dobre 5 kilometrów, jadąc wzdłuż pięknej scenerii jezior, którą z kolei – docenia Wiktor! Sama lubię sprawiać przyjemność w kuchni! Dla mnie w związku z gotowaniem wynika wiele spraw niezwiązanych z jedzeniem. Stół jednoczy. I w tym czasie nie chodzi tylko aby zapełnić żołądki ale o obcowanie ze sobą tak po prostu. Mamy taki swój letni rytuał: zanim wszyscy rozbiegną się w popołudniowym ferworze, przygotowujemy wspólnie z Chłopakami desery lodowe, które każdy z nas robi dla siebie wzajemnie. Świetna wspólna zabawa a jednocześnie chwila przyjemności tylko dla nas.

Wiele razy słyszałam od Was, że nie lubicie i nie umiecie gotować. Czy wiecie, że pierwsze ciasto upiekłam dopiero w wieku 24 lat?! Gotowanie, pieczenie, robienie deserów i samo przebywanie w kuchni może stać się przyjemnością! I wcale nie trzeba być MaterChefem aby wyczarować samo dobro dla domowników! Zacznij od prostych przepisów, podpytaj Mamę, Babcię – One kiedyś potrafiły wyczarować pyszności z kilku składników! „Stara szkoła” to podstawa! Z czasem sama intuicyjnie zobaczysz jak łączyć poszczególne składniki i że finalnie zabawa w kuchni to frajda! Są przecież smaki, które potrafią przywołać nam wspomnienia z najprzyjemniejszych chwil w życiu. Na przykład kotlet z restauracji rodem z PRL-u czy lody- prawdziwy magnes przyciągający wszystkich do wspólnego biesiadowania. Jako dziecko zajadałam się najczęściej waniliowymi, polanymi sosem ze świeżych truskawek – i ten deser do końca życia będzie mi się kojarzył z naszym mieszkaniem w bloku i metrowym stolikiem w kuchni a także, co najważniejsze z troskliwą Mamą, która dbała o nasze małe, codzienne przyjemności.

Życzę Wam abyście potrafili odnalezć w każdym dniu chwilę na drobną przyjemność a także docenili momenty, które finalnie wpływają na jakość całego życia.

IMG_2792

IMG_2847

IMG_2778

IMG_2780

najlepszy-blog-lifestylowy

algida-smietankowa

1

Czteroletni Szef Kuchni poleca deser dobry na wszystko: Lody Algida Śmietankowe z kawałkami świeżych kokosów, z dodatkiem rurek i kulek kokosowych. Tak niewiele aby poczuć pełnię szczęścia;)