Genezy iskier, które rozpaliły to uczucie, można się doszukiwać wielu: suma doświadczeń,  przeczytanych książek, konsekwencja zawodu który uprawiam, opowieści przyjaciół, którzy pasjonują się tym zajęciem na codzień albo nawet powszechność mediów społecznościowych…Pamiętam za to dokładnie moment, w którym ten zapał przeszył mnie od wewnątrz, ulokował się w środku serca i sprawił, że żadna siła już mi tej nieodpartej chęci nie odbierze!

Wydarzyło się to dokładnie <tutaj>. Paryż mnie zauroczył! Sprawił, że poczułam, że chcę czegoś zupełnie innego! Więcej poznawać, więcej smakować, więcej widzieć, więcej zdobywać i doświadczać. Pamiętam jak po powrocie wciąż nie mogłam wyjść ze zdumienia, że dokładnie w tym samym czasie, podczas gdy my z przemoczonymi butami, biegniemy po obłoconych chodnikach, inni zajadają właśnie obiad w restauracyjnych ogródkach i to zaledwie dwie godziny lotu od mojego domu!!! Nie brzmi zbyt nowatorsko? Podróż to inspiracja i zawsze jakiś przebłysk! Czyli moment w którym wielkie problemy odchodzą na boczny tor a Ty znowu stajesz się sobą w wersji takiej jaką lubisz najbardziej. Paryż dokładnie tak na mnie zadziałał. Nie zrozumcie mnie źle, bo w ciągu swojego życia byłam tu i ówdzie. Zwiedziłam Stany, Kubę, kilkanaście europejskich destynacji. Mam w pamięci piękne obrazy i wspomnienia. Jednak nigdy wcześniej nie czułam tak silnej potrzeby chłonięcia świata. Obiecałam sobie wtedy, że podróże staną się nieodłącznym elementem naszego życia…

Wiosna i lato okazały się jednak na tyle pracowite, że ciężko było nam cokolwiek zaplanować. Jeden projekt gonił kolejny. Z całym bagażem zaległości, byłam wciąż rozbita między Warszawą a Olsztynem a na dodatek nieustannie pracowałam nad autorskim kanałem, który wielkimi krokami staje się rzeczywistością. I kiedy ze smutkiem zaczynałam przyznawać sama przed sobą, że to się po prostu nie uda, i przyjdzie nam wyjechać być może dopiero w okresie zimowym…wtem okazało się, że jeden z tychże projektów muszę zrealizować w trybie pilnym z jednym małym „ale”. Realizacja wiąże się z wyjazdem do kraju o którym zwłaszcza wraz z końcem lata myślałam znacznie częściej, cieplej i intensywniej….do Grecji! Chyba nie muszę dodawać, że moja ekscytacja sięgnęła zenitu, byłam mentalnie gotowa na tą podróż już od miesięcy i gdy spadła na mnie jak grom z jasnego nieba ani chwili się nie wahałam. Siedząc już w samolocie, doszłam do wniosku, że z powodzeniem mogłabym wydać poradnik z serii: „Jak w 5 minut spakować walizki?”. Gdybyście kiedykolwiek zatem wątpili w marzenia i możliwość urealnienia swoich niedorzecznych planów, dajcie tylko znać! Mogę Wam sypać z rękawa dowodami pięknej przestrogi: „Uważaj o czym marzysz, bo marzenia szybko mogą stać się rzeczywistością”.

Tym sposobem po raz kolejny – sierpień spędziliśmy na Krecie…Będąc pod wielkim wrażeniem ubiegłego roku, naszą destynację wiązaliśmy jedynie z genialną grecką siecią hoteli MITSIS. I kiedy z całym przekonaniem, pogodziliśmy się, że sukces ubiegłorocznego hotelu po prostu nie może się powtórzyć, okazało się, że nasz tegoroczny wybór: Laguna Resort&Spa to istny raj na ziemii! Przepiękne wnętrza, wspaniała infrastruktura, genialna kuchnia, idealne miejsce dla każdego, kto już od bramy hotelowej chce poczuć iście grecki klimat i absolutnie niczym się nie martwić. Mój głód podróżniczy nie zostałby jednak zaspokojony gdybyśmy spoczęli jedynie na pobliskiej okolicy dlatego już drugiego dnia postanowiliśmy wypożyczyć samochód, którym to przemierzyliśmy znaczną część wyspy.

Kreta to najbardziej zróżnicowana i największa wyspa w Grecji. Może zaoferować każdemu coś wyjątkowego – od atrakcyjnych miejscowości wczasowych i idyllicznych plaż, po tradycyjne wioski i starożytne ruiny ze słynnym pałacem Knossos na czele. My postanowiliśmy naszą trasę wyznaczyć wzdłuż wybrzeża , zatrzymując się co rusz w wyjątkowych miejscach. Gdybyście kiedykolwiek planowali zwiedzić Grecję, polecam Wam w pierwszej kolejności – wypożyczenie samochodu! W tym kraju, każda z miejscowości ma w zanadrzu po kilkadziesiąt wypożyczalni i jest to moim zdaniem najbardziej opcjonalna forma zwiedzania: wyruszacie gdzie chcecie, nie jesteście uzależnieni od przewodnika i macie niepowtarzalną szansę na poznanie Grecji „od środka”. A skoro mowa o ostatnim punkcie, w trakcie zwiedzania jednego z najpiękniejszych miast w Grecji AGIOS NIKOLAOS, poznaliśmy Polkę od lat mieszkającą na Krecie, która opowiedziała nam o tutejszych zwyczajach i codziennym życiu. Okazuje się, że Grecja z sukcesem wychodzi z kryzysu, kraj jest w dobrej kondycji a nastroje Greków coraz bardziej optymistyczne. To wszystko niezmiernie cieszy, jednak patrząc na styl życia jaki prowadzą, to ciężko byłoby go przenieść na polskie realia. Grecja to slow life w najczystszym wydaniu. Tutaj nikogo nie dziwi godzinne oczekiwanie na zamówioną kawę w kafejce albo też popołudniowe siesty i nietypowe godziny otwarcia sklepów przykładowo: od 8:00 do 14:00. Grecy kochają swój kraj i są z niego naprawdę dumni. Na każdym rogu możemy spotkać nawiązanie do historii czy też falujące flagi narodowe. Przebywanie w tym kraju, pozwala spojrzeć na nasze codzienne życie z zupełnie innej perspektywy. To co nas na codzień doprowadza do białej gorączki, w Grecji zdaje się zupełnie nie mieć znaczenia. Tutaj liczy się smakowanie i delektowanie chwilą. Wiecie jak bardzo lubię przyglądać się Ludziom, obserwować ich zachowania i temperament…nie inaczej było w Grecji. Moją największą uwagę tym razem skupili greccy emeryci, zasiadający w lokalnych tawernach i spędzający swoje dni na popijaniu kawy oraz degustacji lokalnego przysmaku zwanego baklawą. Witajcie w strefie „siga, siga” czyli w tłumaczeniu na polski „powoli/spokojnie”. To wyrażenie można usłyszeć wręcz na każdym kroku i zdaje się być całą filozofią greckiego stylu życia. Po co się spieszyć skoro można zrobić wszystko w swoim tempie? Jaki jest sens w gonieniu, za tym czego nie możemy mieć, skoro uniemożliwia nam to, radość z tego co już mamy. Jeśli potrzebujecie prawdziwego oderwania, zwolnienia i potrzeby odczuwania teraźniejszości Grecja wydaje się idealną destynacją:

Większość fotografii została wykonana w malowniczej miejscowości AGIOS NIKOLAOS, uchodzącej za greckie Saint-Tropez. Ulubiony kierunek ludzi sportu, muzyki i filmu. Centrum tego niezwykłego miasta stanowi jezioro wokół którego rozciągają się tętniące życiem kafejki, tawerny, kluby i małe sklepiki. Legenda głosi, że w jeziorze kąpieli zażywała sama Atena a samo jezioro nie posiada dna i straszą w nim duchy.

Jak z każdej podróży i tym razem wróciłam z nową energią i natchnieniem do pracy! Październik zapowiada się prawdziwym przełomem. Cieszę się, że mogłam na spokojnie poukładać sobie wszystkie plany i z optymistycznym nastawieniem spojrzeć na wiele spraw.

Czy rozpoznajecie tego pana ze zdjęć? To prawdziwy grecki Król Lew, do którego lgnęły wszystkie greckie zwierzęta, największy sceptyk moich fantazji podróżniczych i zarazem nowo narodzony wielbiciel zwiedzania, prywatnie osobisty Mąż.

W trakcie relacji na INSTA STORIESzadaliście wiele pytań związanych z pobytem w Grecji, obiecuję odpowiedzieć na nie w kolejnym wpisie.