Szykując tegoroczne święta, co chwilę łapię się na tym, jak często nawet nieświadomie przemycam swoje wigilijne wspomnienia do naszego domu… Zaczęło się całkiem niewinnie od przypadkowo zakupionych kryształowych kieliszków, potem przyszła pora na krochmalenie obrusów, a teraz jestem na chwilę „przed” upychaniem goździków w soczyste pomarańcze…Wigilia nie może być nowoczesna. Jest przepełniona tradycją, historią, pięknymi wspomnieniami. To rodzaj pewnej energii, która jest w nas nadzwyczajna, wyjątkowa i bardzo magiczna…

Żaden inny czas nie pachnie tak choinką, czystością i wyjątkowymi potrawami jak okres przedświąteczny…Zapach świąt roznosi się zawsze po całym domu, otula, odurza, wita rano i kładzie do snu. Sama Wigilia to dla mnie moment na rachunek sumienia. Mając przy sobie wszystkich bliskich często uświadamiam sobie jak wiele straciłam czasu na sprawy nieistotne w trakcie całego roku. Jest to z całą pewnością czas radosny ale też bardzo duchowy…I powiem, Wam, że tak było od kiedy sięgam pamięcią, choć w nieco innym wymiarze…

Pamiętam choinkę: 5 gałązek na krzyż, na niej serpentyny, bombki, łańcuchy z wycinanek – mieniła się najpiękniej na całym świecie! Zapach potraw i ulubiony farsz z „ryby po grecku”. W tle tradycyjne kolędy chóru Mazowsze i moje nieudolne próby akompaniamentu na pianinie. Uczyłam się tych kolęd już od października, wszystko po to aby przez jeden dzień w roku zagrać najpiękniej. Szeroki parapet, zapach świeżo wypranych firanek i oczekiwanie w trakcie Adwentu. We wszystkim chciałam uczestniczyć i pomagać Mamie…od przynoszenia dekoracji z piwnicy, po pichcenie w kuchni. Nigdy nie zapomnę momentu oblizywania łyżek po cieście i smaku polewy czekoladowej do wafelków…

Pamiętam też swoje listy do Mikołaja…Najczęściej zaczynały się słowami: „Drogi Święty Mikołaju na samym początku, proszę Cie aby wszyscy byli zdrowi…”, dalej pisałam coś w rodzaju: „…dziękuję za wszystkie prezenty z ubiegłego roku” i następowała lista marzeń, którą chciałabym zobaczyć pod choinką. Rok po roku, był to wymarzony domek dla lalek Barbie z windą. Rety…ile ja bym dała żeby go mieć! Chodziłam do sklepu papierniczego i godzinami wpatrywałam się w witryny, gdzie na wystawie stał dokładnie ten model! Wyobrażałam sobie sceny zabaw we wszystkich możliwych konfiguracjach i w pokoiku przygotowałam nawet specjalne miejsce na tą zabawkę. Kolejnym marzeniem była lalka imitująca bobasa. Zamykała oczy, gdy ją się kładło i otwierała w pozycji pionowej. Miała załączoną butelkę z mlekiem i kilka par ubranek. Wieczorami przed snem….jeszcze długo sobie myślałam jak cudownie byłoby ją mieć na własność! A kiedy rozpakowując prezenty, znalazłam ją w pudełku…na początku przetarłam oczy ze zdumienia a potem rozpłakałam się ze wzruszenia! Po wszystkim podchodziłam do okna i wpatrując się w niebo szeptałam: „Dziękuję Ci Święty Mikołaju…gdziekolwiek jesteś!”

Prezentów pod choinką nie było wiele. Zawsze jeden duży, podręczniki i słodycze. Pamiętam jak ważne były dla mnie książki. Nie wiem skąd je wynajdował Mikołaj ale były to zawsze piękne wydania. Rytuał był zawsze ten sam! Przeglądanie kartka po karce, wąchanie druku (do tej pory mi to zostało) i w końcu czytanie…ale nie takie na raz! Chciałam aby ta przyjemność trwała jak najdłużej więc pozwalałam sobie na zaledwie jeden rozdział dziennie! Co najlepsze książki pozostały nienaruszone i do tej pory służą moim Chłopcom. Ta sama historia dotyczyła słodyczy…Mikołaj zawsze przynosił paczkę ze słodkościami! Tradycyjnie były tam pomarańcze, orzechy i ulubione gumy rozpuszczalne MAOAM. Chowałam sobie opakowanie gum pod poduszką i dziennie zjadałam tylko jedną paczkę…a moment ten był dla mnie prawdziwym rytuałem i najprzyjemniejszą chwilą w ciągu dnia!

I wiecie co? Te święta były prawdziwą magią, wiarą w cuda i w marzenia…Czy wyobrażacie sobie współczesne dziecko płaczące z radości na widok wymarzonej lalki? Albo piski na widok prezentu z własnym imieniem? Troszkę prezenty zaczynają przypominać prawdziwy festiwal fajerwerków, kiedy po dziesiątym odstrzale, kolejne wydają się podobne jeśli nie takie same… Rozszarpany papier i kolejny, i kolejny…i kolejny prezent. Znam przypadek dziewczynki, która rozpakowywaniem którejś z kolei paczki zwyczajnie się znudziła…Dzieci coraz częściej mając wszystko…przestają mieć to co najpiękniejsze: marzenia.

Żyjemy zbyt szybko i zbyt szybko wszystko nas nudzi, przez co niepostrzeżenie gubimy to co najbardziej istotne…Ostatnio oglądając telewizję śniadaniową w reportażu padło pytanie: Czym są dla ciebie święta? Zdecydowana większość przechodniów odpowiedziała, że powrót do dzieciństwa: zapamiętane dźwięki kolęd, bombki, skrzypiący śnieg pod stopami i kuchnia pozastawiana miskami. Będąc dzieckiem patrzyliśmy na to wszystko z zachwytem, i z całych tych wspomnień ulepiliśmy potem własny model świąt Bożego Narodzenia.

Życzę Wam abyście potrafili zachować w tym czasie umiar i rozsądek a przede wszystkim abyście nie zepsuli swoim Dzieciom tego zachwytu nad milionem czynności, które współtworzą MAGIĘ ŚWIĄT.

W minioną sobotę wybraliśmy się do Krainy Świętego Mikołaja w celu przekazania listów i poczucia iście świątecznej atmosfery. Mikołaj choć w ferworze przygotowań i obowiązków, zgodził się na przyjęcie swoich podopiecznych…a na dodatek okazał się bardzo ciepłym i mądrym Świętym Mikołajem. Opowiedział Dzieciom o świętach, a także o magii codzienności i potrzebie bycia grzecznym, brzmiało to mniej więcej tak: „Są słowa niemiłe i miłe. Wśród miłych bardzo serdeczne: proszę, dziękuję, przepraszam-wyrazy do życia konieczne. Mów często z uśmiechem: „dziękuję” i „dzień dobry” na powitanie. Przepraszaj też innych bez wstydu…a świat nasz stanie się piękniejszy i szczęśliwszy”.

Dzieci były wpatrzone jak w obrazek i zasłuchane opowieściami…na koniec Mikołaj wręczył nam po małym podarunku, dokładnie takim jaki otrzymywaliśmy w paczkach pod choinką….bo to był prawdziwy Święty Mikołaj i prawdziwy przedsmak Magii Świąt….