W psychologii istnieje takie określenie jak „błysk”. Jest to moment, w którym człowiek doznaje nagłego olśnienia, metamorfozy myślowej . Najczęściej uświadamia sobie w ten sposób oczywisty fakt, którego wcześniej nie dostrzegał. Konsekwencją błysku może stać się totalna zmiana stylu życia, ukierunkowanie ścieżki zawodowej, wyznaczenie życiowych celów…Osobiście doznałam kilku przebłysków w swoim życiu. Jednym z największych było zrozumienie, że w życiu tak naprawdę: „wszystko zaczyna się od marzeń” i trzeba uczynić absolutnie wszystko aby móc robić to co się kocha, zgodnego z nami, naszą osobowością, temperamentem i w zgodzie z naszymi talentami…Było to dokładnie 5 lat temu, właśnie wtedy postanowiłam, że stworzę jeden z najbardziej popularnych blogów lifestylowych & DIY w Polsce: inspirujące miejsce, w którym sama chciałabym przebywać surfując po internecie. 

Bloger – czyli jak to się zaczęło…?

5 lat to naprawdę szmat czasu. I jeśli tylko nie zabraknie nam pracowitości, zapału i ogromnej wręcz szaleńczej wiary w swoją wizję, w tym okresie można totalnie odmienić ścieżkę życia! Znacie już moją historię, wielokrotnie była dla Was bodźcem do podjęcia działań (tutaj przypomnienie: Zostać Kowalem) Do tej pory uśmiecham się na myśl o pokładach zapału, którego nie brakowało mi 5 lat temu! Rok codziennej pracy (najczęściej w nocy), budowa domu, obrona tytułu na studiach…a to wszystko z dwójką małych Dzieci, w wychowaniu których za szczyt ambicji postawiłam sobie organizację Domowego Przedszkola! I nagle otrzymuję ogromny słoik Nutelli z logo bloga oraz listem, który zaczynał się słowami: LadyoftheHouse jesteś dla nas ogromną inspiracją” , chwilę potem pojawiają się pierwsze propozycje współpracy za konkretne wynagrodzenie, a zaraz po tym blog trafia do trójki najlepszych blogów lifestylowych w Polsce…i to 2 lata z rzędu! Dziś blog to już dobrze prosperująca firma na sukces której pracuje zarówno utalentowany fotograf, jak i ekipa kamerzystów oraz niezawodny informatyk. I zdradzę Ci coś…do tej pory tworząc każdy nowy materiał, towarzyszy mi ten sam dreszczyk emocji i ogromnej pasji we wszystkim co robię!

Jak to jest tworzyć bloga?

Większość z Was wyobraża sobie pracę blogera w domu, przed laptopem. Tymczasem mój zawód wiąże się z wieloma podróżami, ciągłą nauką i koniecznością nabywania wciąż nowych umiejętności. Swój dzień tradycyjnie rozpoczynam od wiadomości ze świata marketingu, e-commerce i aktualności dot.social mediów. Przy całej pokorze 5 lat w blogosferze nauczyło mnie tyle, co niejedne studia i praktyka/doświadczenie w jednym. Świat wirtualny zmienia się w zawrotnej prędkości i trzeba to naprawdę lubić aby wciąż móc pewnie stać za jego sterami. Spora część mojej pracy polega również na odpisywaniu na @. Dziennie moją skrzynkę zapełnia około 100-150 wiadomości. Są to wszelkiego rodzaju zaproszenia na eventy/premiery, zapytania od Czytelników odnośnie danego produktu/realizacji/tutoriali, a także wiadomości od marek, agencji reklamowych i domów mediowych z którymi współpracuję. I żeby była jasność uwielbiam to! Wspólne kreowanie wizerunku danego produktu, obcowanie wśród prestiżowych marek, możliwość testowania jeszcze dziewiczych produktów to jeden z najbardziej ekscytujących elementów mojego zawodu. Domy mediowe doceniają fakt, że bardzo ostrożnie dobieram, sobie partnerów do współpracy a kiedy przychodzi do realizacji piszą najczęściej: „Gosia dajemy Ci wolną rękę, wiemy że zrobisz to najlepiej”. Potem następuje najciekawsze! Czas realizacji. Wraz z fotografem, kamerzystami, asystentką zaczynamy wczesnym świtem a kończymy niejednokrotnie późnym wieczorem. Taki maraton potrafi trwać kilka dni w miesiącu, w trakcie których: pracujemy, sprzeczamy się, potrafimy wyjść z planu żeby „złapać oddech” (robi to najczęściej fotograf…mnie jest zawsze zbyt zimno na podwórko;) ale wszystkim przyświeca jeden cel: wykonać swoją pracę jak najlepiej! Wokół mnie są ogromnie utalentowani Ludzie, z którymi nie tylko pracuję ale także się przyjaźnię i choć zawsze bardzo krytycznie oceniam swoją pracę, to w momentach podsumowań rocznych, kiedy cofam się kilka miesięcy wstecz z czystym sumieniem przyznaję: za nami kawał dobrej roboty!

Przyszłość…

…ale żeby nie było tak kolorowo… Moja praca to również czas oczekiwań, który nie zawsze kończy się pozytywnym rezultatem. Przykładowo w tym roku trzykrotnie miałam zostać prowadzącą program w 2 stacjach telewizyjnych! Dwukrotnie byłam o krok od podpisania umowy, a w ostatnim przypadku nagraliśmy całą serię pilotażowych produkcji, których emisja została wstrzymana na czas nieokreślony wraz ze zmianą zarządu stacji! Tym nagraniom podporządkowałam wszystkie swoje plany roku 2017 jak: napisanie książki czy projekt #fitlady i choć była to całkiem gorzka lekcja zawodowa, to wyciągnęłam z niej bardzo produktywne wnioski na przyszłość. Są nimi przede wszystkim świadomość, że najlepiej oprocentowaną inwestycją jaką możemy podjąć w życiu jest zainwestowanie w siebie i swój rozwój, a nie czekanie na szczęśliwy obrót spraw lub spadającą gwiazdkę z nieba! Tym samym już za chwilę światło dzienne ujrzy moje najnowsze i długo oczekiwane dziecko: autorski program tworzony na Youtube/LadyoftheHouseW którym zamierzam przede wszystkim postawić na bezpośredni kontakt z Wami jak i inspirujące treści. Premiera już w grudniu! Odliczajcie dni – mam ogromną nadzieję Was zaskoczyć!!! Uroczyście obiecuję również na blogu tu i teraz zarówno wydawcy jak i Czytelnikom dokończyć w końcu książkę jako formę kontynuacji a nie kopii bloga.

Po pięciu latach oświadczam: PLAN WYKONANY W 1/10 założeń całości.

Moi Czytelnicy – moja motywacja!

Statystyki-statystykami, zasięgi-zasięgami…dane zaskakują za każdym razem jednak cyfry z zasady mnie nie-wzruszają…Jakiś czas temu było jednak inaczej. Latem ogłosiłam konkurs, w którym do wygrania był sprzęt który promuję na blogu. Zadanie było proste: „Wyślij realizację projektu, który wykonałeś/wykonałaś inspirując się realizacją DIY przedstawioną na blogu”. W tym czasie byłam w Grecji, z zasięgiem internetowym było kiepsko więc wyruszając w całodzienną podróż krajoznawczą, postanowiłam nie zabierać telefonu. A kiedy późnym wieczorem wróciłam do hotelu, czekało na mnie kilkanaście połączeń nieodebranych z alertem nie-odpisywania na pilne maile! Usiadłam zatem w hotelowym holu (gdzie sprawnie działało wi-fi) i starałam się dociec co się dzieje z moją skrzynką…Okazało się, że do zorganizowanego konkursu, zgłosiło się tyle osób, że skrzynka najzwyczajniej w życiu została zapchana. Wpłynęło do mnie dokładnie 1234 plików z realizacjami, których tutoriale DIY prezentowałam na blogu. 1234 zdjęć i historii opisujących kim jesteście i jak Wam pomogłam!  Ten dzień był dla mnie przełomowy…bo choć piszecie często, że rekomendowany produkt Wam służy, zadajecie mnóstwo pytań, prosicie o porady, z uwagą czytam Wasze komentarze, a także sukcesywnie wysyłacie swoje realizacje…to nigdy jednak nie widziałam tego wszystkiego na raz, w jednym miejscu! Ten konkurs uświadomił mi jak wiele ze mnie jest w Waszej przestrzeni! Wysłaliście zarówno zdjęcia z Waszych domów, po urządzone restauracje, których jesteście właścicielami a nawet sypialnie zainspirowane moimi projektami! Dla mnie była to najlepsza nagroda i prezent od Was jaki mogłam sobie wyobrazić! A jednocześnie zastrzyk motywacji na dłuuugi czas!

 

Dlaczego o tym wszystkim Wam opowiadam? Bo chciałabym abyście nigdy w siebie nie wątpili. Bardzo łatwo jest skopiować czyjś scenariusz na życie. Efekty takiego sposobu myślenia są zawsze opłakane. Dlatego piszmy swoją drogę mniej lub bardziej udolnie ale po swojemu! Co rusz, podsyłacie mi kopie moich projektów na innych portalach, cytaty albo żywcem ściągnięte treści/zdjęcia z mojej pracy. Nawet z tym nie walczę. Zbyt wiele dobrego dzieje się wokół, abym mogła pozwolić sobie na tracenie energii do walki z wiatrakami. Robię swoje, co więcej nie przeglądam nawet pracy innych. Od 5 lat konkuruję sama ze sobą i wierzcie mi, że jest to najtrudniejsza rywalizacja…

 

 

A poniżej najnowsza realizacja, która nieco bardziej przybliży Wam moją pracę:

 

 

 

 

 

*fot. Piotr Ratuszyński